Krawcowa odwzajemniła uśmiech, po czym wskazała na rząd krzeseł ustawionych

- Wiem - przytaknął Santos, stając obok Glorii. - To babka Lily, Camellia Pierron. Pierwsza madame w rodzinie. Camellia, Rosę i Lily.
Przestała się szamotać, ale wciąż drżała, nieprzytomna z przerażenia.
- Dlaczego? Zachowałem się jak... - nie dokończył i znowu zaklął. - Zdarzyło mi się to pierwszy raz.
- Dowiodę ci, że jest prawdziwa.
Dzień był naprawdę piękny, słońce mocno przygrze-
było wiadomo, jakie miał zamiary. Niania zepchnęła go
Bogini otworzyła turkusowe oczy.
- Żadnych „jeżeli”. Musi się udać.
Pół godziny później wsiadał do minivana, który zatrzymał się na poboczu drogi.
- Widzę - odparła sucho Emma Grenville. Odgarnęła z czoła pasmo niesfornych
drzwi.
Gloria westchnęła.
- A co ze mną? Mam tak wisieć?
- Doprawdy?

Alexandra wskazała na papiery.

- Przyjdź do White'a na obiad, bo to długa historia. Poza tym będę musiał w związku z
go, sprawdzili alibi, a potem pozbyli się jak robaka. Usłyszał klasyczne: „Nie dzwoń do nas, my odezwiemy się do ciebie” - i na tym koniec.
postawiła stopy na zaokrąglonym oparciu, na chwilę wstrzymała oddech, po czym dźwignęła

- Sądzi pani, że znalazłbym odpowiednią żonę.

- O nas? - Uniósł brwi w udanym niedowierzaniu. - Nie wiedziałem, że istnieje jakieś „my”. Pamiętam dwa pocałunki i przejażdżkę nad jezioro. To jeszcze nie „my”, mała, przepraszam.
- Wszystko dobrze, Lex? - spytała szeptem podopieczna.
- Kobieta rasy białej. Brunetka. Osiemnaście, dwadzieścia lat.

określone wyraźnie. Wiedziałaś, że musisz mieć nieskazitelną opinię.

- Niezbyt - starannie ważył słowa. - Trochę. Zacisnęła mu palce na koszuli.
Nachylił się i wziął od niej dokumenty, muskając palcami delikatną skórę białych
Jakby ona też gardziła jego słabością.